poniedziałek, 13 października 2014

Chwała telefonom komórkowym i Internetowi!

   Jak dobrze, że żyjemy w czasach telefonów komórkowych – jeszcze 12 lat temu nie byłabym w stanie wymówić tych słów. Ja – buntownik-  byłam zdecydowanie na nie. Telefon, tylko w ostateczności, a ta ostateczność nadeszła dość szybko, bo już na początku liceum w ręku dzierżyłam telefon z komisu, w którym znalazłam zdjęcia roznegliżowanych panienek. Wiem, że teraz już nawet 5-6 latki mają swój własny telefon, ale 10 lat temu, nie były jeszcze tak popularne, a poza tym nikt nie znam smartphon’ów. W mojej rodzinie najdłużej opierał się tata, który dopiero od kilku tygodni ma telefon. Trudno w to uwierzyć, ale nie miał telefonu i nie czuł takiej potrzeby. Do czasu... Np. jechał na zakupy i nie mógł upewnić się czy dokładnie taką śmietanę ma kupić, a mama, jak zapomniała to te nie mogła zadzwonić i powiedzieć kup to, to i tamto i jeszcze to i tamto.
   Bez telefonu nie można żyć. Ja sobie wręcz nie wyobrażam, bo jak sprawdzić głupią godzinę(do zegarka powróciłam niedawno), jak porozumieć się z bliskimi, którzy mieszkają 600 km od Ciebie i przede wszystkim jak funkcjonować w życiu codzienny?
   Sytuacja z dziś: Jestem już prawie gotowa do wyjścia, wszystko spakowane, ja wyglądam jak milion, no może tysiąc dolarów, bo przecież idę na uczelnię. Obiadek zrobiony, dzień zaplanowany, a tu bum, a raczej bzy bzy, telefon wibruje. Good news! Nie ma zajęć, zaczynamy dopiero o 15:15. Po pierwsze radość z faktu, że mam na później, a po drugie chęć stworzenia ‘ody do telefonu’, bo co by było gdyby telefonu nie było? Pojechałabym na uczelnię, w sumie jakieś 25-30 min z dojściem na przystanek, posiedziałabym pod salą zajęciową z 10 min, a potem zaczęłabym odliczanie kwadransa akademickiego. W ten oto piękny sposób kolejne 25 minut w plecy. Ponieważ byłaby dopiero 12, a kolejne zajęcia, zaczynam dopiero o 15, wróciłabym do domu. I w ten oto piękny sposób straciłam 1,5 h, które mogłabym spędzić jak teraz na pisaniu bloga lub zleceń, do których zaraz skieruję swe kroki.
   Kolejnym arcydziełem wszechświata jest Internet. Chwała Ci człowieku, który wpadłeś na tak genialny pomysł! Oj jak cudnie jest móc porozumieć się z całym światem, znaleźć niedostępne w Polsce książki lub pooglądać zdjęcia znajomych na Facebooku (nieznajomych rzecz jasna też).
   Chociaż wielu radykałów uważa, że telefon i Internet to dzieło szatana, a specjaliści ostrzegają przed niebezpieczeństwem czyhającym na czatach i innych portalach (zboków i w realu niemało, a wirusy, no cóż kiedyś na dyskietkach, teraz online)
   Pomimo tego, że czasem lubię odciąć się od telefonu, przeglądarki i innych mobilnych paskudztw, jestem ich idolką i wyznawczynią. Nie oszukujmy się, wszyscy tacy jesteśmy. Internet to prawie w każdym domu podstawa, a telefon niejednokrotnie ratuje nam dupę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz